Reklama
Reklama

Magda Tul: Zawiodłam siebie i bliskich

Była faworytką, a zajęła ostatnie miejsce. Jak Magda Tul ocenia swój występ na konkursie Eurowizji? - Od fanów dostaję wiadomości, że dla nich wygrałam - mówi.

Jak się z tym czujesz?

Magda Tul: - Chciałam przede wszystkim zaprezentować siebie i Polskę z jak najlepszej strony. Chciałam być zadowolona z siebie. A wyniki bywają różne. Niestety, nie poszło po mojej myśli i występ nie był udany. W przeciwieństwie do prób. Biorąc pod uwagę, że w 50 proc. głosowało jury na podstawie, naszym zdaniem, bardzo udanej próby, to wynik jest zaskakujący.

Co poszło nie tak?

M.T.: - Tego nie jestem w stanie ocenić. Wiem, co poszło nie tak z mojej strony, ale czy miało to wpływ na wynik? Przyjmijmy to za błąd techniczny: aplauz publiczności był tak ogromny, że z trudem słyszałam muzykę. Z jednej strony to miłe, a z drugiej te kilka sekund zaważyło na jakości występu.

Reklama

- Wszystko byłoby OK, gdyby nie ta wpadka na początku. Z jej powodu zamiast zabawy, występ przerodził się w walkę o przetrwanie (śmiech). Z przygotowania występu jestem zadowolona. Trochę zawiodła praca kamer - mimo szczegółowych objaśnień, nie pokazały tego, co miały pokazać.

Czujesz, że kogoś zawiodłaś?

M.T.: - Myślę, że zawiodłam siebie oraz ludzi, którzy byli blisko mnie i pracowali na mój sukces. Od fanów natomiast dostaję wiadomości, że dla nich, mimo wszystko, wygrałam i to jest niesamowite.

Wróćmy teraz do poranka tuż po połfinale. Na zagranicznych stronach w internecie trwała burza na temat problemów technicznych i niedocierających głosów, które oddano na występujących w pierwszej kolejności.

M.T.:- Dzięki interwencji waszej gazety dostałam te wiadomości z samego rana. Zaczęłam więc szukać potwierdzenia.

Pisano, że ty, występująca jako pierwsza, miałaś problemy z odsłuchem i przez to nie mogłaś dobrze wypaść. To były pierwsze informacje, jakie do nas dobiegły i natychmiast ci je przekazaliśmy.

M.T.:- Zaraz po występie dostałam tylko informację, że byłam ledwo słyszalna, ale nie sądziłam, że może to mieć wpływ na cokolwiek.

Kolejne sensacje: głosy na ciebie i innych występujących na początku, nie dotarły. Polacy, którzy głosowali na ciebie z Wielkiej Brytanii, do dziś nie dostali potwierdzenia, że ich głos dotarł.

M.T.:- Dostałam wiele takich informacji, więc tych kilka dni między półfinałem a finałem żyłam nadzieją, że może to jednak prawda i wszystko się wyjaśni. Ale na powtórkę półfinału chyba jednak nikt nie liczył - zbyt duże koszty i utrata reputacji organizatorów.

Zobacz występ Magdy na Eurowizji:

Delegacje innych krajów walczyły o swoich reprezentantów już od samego rana. Gdzie były wtedy osoby z polskiej delegacji, które powinny wiedzieć, co się dzieje i reagować? Podobno ekipa TVP odsypiała nocne oblewanie końca naszej przygody z tą Eurowizją.

M.T.:- Szczerze mówiąc, nie wiem, co działo się w nocy, bo ja osobiście z bankietu zrezygnowałam. W momencie, kiedy doszły te informacje, wszyscy byli już jednak na nogach i zaczęli tę sprawę wyjaśniać, również w Warszawie.

Publikacje nie wzięły się znikąd. Wszystko wskazuje na to, że te nieprawidłowości jednak były. Czujesz się w związku z tym pokrzywdzona?

M.T.:- Jeśli to się potwierdzi, to na pewno! Zainwestowałam w Eurowizję sporo czasu i pieniędzy. Choćby z tego względu każdy powinien mieć równe szanse. Czekałam na to przecież tyle czasu.

Co na Eurowizji zaskoczyło cię najbardziej?

M.T.:- Trudno powiedzieć. Organizacyjnie nie było tak wspaniale, jak się zapowiadało. Nie przeżyłam też przygody życia. Chyba kosztowało mnie to więcej nerwów niż zabawy. Trochę szkoda, że wynik nie zrekompensował trudu, jaki w to włożyliśmy. Wtedy może chociaż wspomnienia po Eurowizji byłyby lepsze.

Gdybyś wiedziała, jak to wszystko się potoczy, zdecydowałabyś się na udział w Eurowizji raz jeszcze?

M.T.:- Kilka dni temu powiedziałam sobie, że nigdy w życiu! Ale teraz myślę, że jeśli mogłabym uratować swój honor, to zrobiłabym to jeszcze raz. Nauczona na błędach, pewnie lepiej (śmiech).

Czyje wsparcie po przegranej odczułaś najbardziej?

M.T.:- Właśnie fanów i najbliższych! Sama pozbierałam się dosyć szybko i to właśnie ja musiałam niektórych pocieszać, więc naprawdę jest OK!

Rozmawiał Adrian Nychnerewicz

(nr 21)

Takie jest życie!
Dowiedz się więcej na temat: "Eurowizja"
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy