Gwiazda "Sanatorium miłości" miała poważny wypadek. Z samochodu nic nie zostało
Grażyna z Krzczonowic, bohaterka najnowszego sezonu "Sanatorium miłości", którą widzowie obdarzyli szczególną sympatią zdobyła się właśnie na poruszające wyznanie. Jak się okazuje, niewiele brakowało, a kobieta w ogóle nie dotarłaby na nagrania do programu. Tuż przed wyjazdem do sanatorium miała poważny wypadek. "Auto poszło do kasacji, nam się nic nie stało" - relacjonuje seniorka.
Trwa właśnie najnowszy sezon randkowego hitu TVP "Sanatorium miłości". W każdą niedziele widzowie śledzą losy grupy seniorów, którzy poszukują uczucia w programie.
Szczególną sympatią fani obdarzyli Grażynę z Krzczonowic. Kobieta niestety nieszczęśliwie zauroczyła się w Bogdanie, który nie dość, że nie odwzajemnia jej uczuć, to jeszcze miał ją obrazić poza kamerami, co wyznała w ostatnim odcinku.
Teraz na jaw wyszły nowe fakty z życia pani Grażyny. W rozmowie z Plejadą seniorka wyznała, że niewiele brakowało, a nie dojechałaby na nagrania do programu. Chwilę przed jej wyjazdem miał miejsce bardzo poważny wypadek.
"Bardzo się cieszę, że się dostałam do programu, naprawdę, bo miałam też jeszcze taki kłopot. O mały włos bym w ogóle nie dojechała do tego sanatorium. Koleżanka mnie odwoziła na autobus do Kielc, który odjeżdżał o wpół do drugiej w nocy. No i krótko przed Kielcami żeśmy miały wypadek. Auto poszło do kasacji, nam się nic nie stało" - opowiedziała emerytka.
Całe szczęście w tych dramatycznych okolicznościach seniorka mogła liczyć na ludzką życzliwość.
"Pierwsze auto nie zatrzymało się w ogóle. Potem jechał dostawczak, taki jakiś żuk czy coś. Oni zatrzymali się i facet mówi: 'Stało się wam coś?' Ja odpowiedziałam, że nie, nic się nie stało. 'A co się dzieje?' — pyta. Wyjaśniłam, że mam autobus do Warszawy, a już jest 24.00. 'To na co pani czeka?' — powiedział, po czym chwycił moje walizki, wrzucił do auta i mówi: 'Niech pani siada' - relacjonuje Grażyna.
Jak się później okazało, mężczyzna, który pomógł seniorce w kłopocie był policjantem po służbie.
"Wzięli i zawieźli mnie na przystanek autobusowy. Ja wysiadłam, za chwilę autobus podjechał, a w międzyczasie jak jechaliśmy do tych Kielc, to ten facet mówi: 'A gdzie pani jedzie?'. A ja, że jadę do Mikołajek, do 'Sanatorium miłości'" - podsumowuje gwiazda "Sanatorium".
Całe szczęście wszystko dobrze się skończyło. Może w programie los Grażyny znów się odwróci i mimo zranionego serca spotka ona jeszcze swoją miłość.
Zobacz też:
Zapowiedzieli nowy odcinek "Sanatorium". Widzowie grzmią: "Szok"
Uczestnicy "Sanatorium" gorzko oceniają Stanleya i Ulę. "Pod publikę"