Takie były ostatnie słowa Vala Kilmera. Gwiazdorowi trudno było powstrzymać łzy
Nie cichną echa po smutnej wiadomości, która niespodziewanie obiegła światowe media. W wieku 65 lat zmarł bowiem Val Kilmer, jeden z najbardziej znanych gwiazdorów Hollywood. Wszyscy wspominają teraz ostatnie słowa aktora, które w jego stanie zdrowia były niezwykle znaczące. Trudno ukryć wzruszenie...
O takiej karierze wielu może tylko pomarzyć. Val Kilmer w ciągu ponad 40 ostatnich lat stworzył blisko 90 ekranowych kreacji, w tym te najważniejsze: Jima Morrisona w "The Doors" Olivera Stone'a czy tytułowego superbohatera w "Batmanie Forever" Joela Schumachera.
W ostatnich latach mężczyzna nie pojawiał się zbyt często na planie ze względu na poważne problemy zdrowotne, w wyniku których niemal całkowicie stracił głos. Trudno sobie nawet wyobrazić, jak mocno musiało go to dotknąć - w końcu to podstawowe narzędzie pracy każdego aktora.
Nawet w tym trudnym dla siebie okresie Amerykanin zrobił jednak wyjątek. Miał ku temu dobry powód: oto podjęto bowiem prace na planie filmu "Top Gun: Maverick" Josepha Kosinskiego, drugiej części kultowej produkcji Tony'ego Scotta z 1986 roku. Kilmer w obydwu zagrał "Icemana".
Jego pożegnanie z postacią, a jak się dzisiaj okazało, również z kinem i światem w ogóle, jest doprawdy poruszające...
Twórcy zdecydowali się na nieoczywisty zabieg splecenia fikcji i rzeczywistości. Chcąc koniecznie zaangażować Kilmera w produkcję, a jednocześnie zapewnić mu jak największy komfort, postanowili, że jego bohater będzie zmagać się z tą samą chorobą, co on. Dzięki temu jego problemy z mówieniem stały się całkowicie usprawiedliwione i dodatkowo podbiły dramaturgię sytuacji.
W scenie spotkania "Icemana" i "Mavericka" mówi głównie ten drugi, zwierzając się staremu rywalowi ze swoich aktualnych rozterek. Milczenie, które siłą rzeczy zachowuje Tom Kazansky, pozwala w pełni wybrzmieć niepewności postaci odgrywanej przez Toma Cruise'a. Wymowne są również słowa, które postać Kilmera przekazuje za pomocą komputerowej klawiatury: "Czas odpuścić".
Na koniec jednak gwiazdor zdobył się na wypowiedzenie paru słów na potrzeby sceny. Jak twierdził reżyser w wywiadzie z "USA Today", jego głos został tylko lekko poprawiony cyfrowo, aby był bardziej słyszalny, wyraźny i zrozumiały. Dzięki temu zabiegowi "Iceman" mógł wprost podzielić się radą z "Maverickiem" i podnieść go na duchu, a na koniec nawet w żartobliwy sposób go lekko sprowokować.
"Kto jest lepszym pilotem: ty czy ja?" - zapytał, po czym zaśmiał się, gdy Maverick poprosił, by nie rujnowali w ten sposób tej wyjątkowej chwili.
Dla fanów produkcji i samych wykonawców z nią związanych fragment ten miał bardzo duże znaczenie. Gospodarz własnego late night show Jimmy Kimmel przyznał na antenie, że w jego trakcie nie mógł powstrzymać łez. Trudno się więc dziwić, że Cruise, który po latach stanął z chorym kolegą twarzą w twarz na planie, również nie był w stanie się opanować.
"Powiem ci, że też płakałem. Dałem się ponieść emocjom. Val to wspaniały aktor i uwielbiam jego pracę. Znam go od dziesięcioleci, a jego powrót i zagranie tej postaci było dla nas czymś bardzo ważnym" - zdradził.
W dokumencie z 2021 roku poświęconym jego osobie Kilmer przyznał, że początkowo w ogóle nie chciał brać udziału w pierwszej części "Top Guna", ale zmusił go do tego kontrakt ze studiem. Po premierze celowo podkreślał nawet w wywiadach rywalizację z Cruisem, przenosząc ich ekranowy konflikt do prawdziwego świata. Ostatecznie jednak ich znajomość przerodziła się w przyjaźń.
"Byłem bardzo wzruszony, gdy zobaczyłem to po raz pierwszy. Prawie 40 lat to długi czas, [by umówić się na kolejne] spotkanie. Śmialiśmy się cały dzień. Tom jest świetny i zaskakująco zabawny" - mówił dla "USA Today" w 2022 roku.
Val Kilmer zmarł 1 kwietnia na zapalenie płuc. Miał 65 lat.
Zobacz też:
Nie żyje legendarny aktor. Cały świat żegna gwiazdora Hollywood
Val Kilmer był w wielu związkach. Mówiło się o relacji z polską gwiazdą
Stało się. Córka Toma Cruise'a wyniosła się z domu. Co na to słynny ojciec?