Ewa Bem nie kryła zdziwienia. Tak ugoszczono ją na jednym z ostatnich koncertów
Po emocjach związanych z niedawną tragedią, Ewa Bem powróciła do aktywności zawodowych. Jak sama twierdzi - muzyczne spotkania z publicznością pozwalają jej przetrwać trudny okres żałoby. Podczas jednego z ostatnich koncertów, doszło do nieoczekiwanej sytuacji, która wywołała u niej lawinę emocji.
Początek roku był niezwykle smutny dla 74-letniej Ewy Bem. 17 stycznia pożegnała swojego ukochanego męża, producenta Ryszarda Sibilskiego. Choć ta śmierć pozostawiła u niej blizny na sercu, wokalistka szybko powróciła do aktywności zawodowej. Jak sama przyznała, śpiewanie jest dla niej jedynym wytchnieniem w trudnym czasie żałoby.
"Moi mili... Pasmo tragedii moich ostatnich lat, a teraz też tygodni, bardzo mnie osłabiło. Jak chyba nigdy dotąd potrzebuję wsparcia i mocy. Teraz, w pustce po nagłej śmierci mojego męża, jedynym dla mnie wytchnieniem jest śpiewać dla was" - napisała na Facebooku.
Artystka dobitnie przyznała, że muzyka stała się dla niej nie tylko formą artystycznego wyrazu, ale także sposobem na poradzenie sobie z wewnętrznym bólem. Otoczenie życzliwych ludzi, którzy rozumieją jej emocje i podchodzą do nich z szacunkiem, jest dla niej niezwykle cenne.
"Muzyka daje mi wielkie ukojenie oraz spotkania z moimi muzykami, przyjaciółmi, którzy podchodzą do tego w taki naturalny sposób, do tej tragedii, która się wydarzyła. I to mi sprawia wielką ulgę" - dodała na antenie "Dzień dobry TVN".
Kontynuując serię muzycznych występów, Ewa Bem powróciła na scenę, pojawiając się kilka dni temu na warszawskim Torwarze. Jej obecność była związana z trasą koncertową "Turnus Tour" zespołu Kwiat Jabłoni. Artystka, zaproszona jako gość specjalny, uświetniła występ rodzeństwa Sienkiewiczów, wykonując z nimi w duecie dwa znane przeboje - "Od nowa" oraz "Miłość jest jak niedziela".
Koncert obfitował w dawkę pozytywnych emocji, a Bem uchyliła rąbka tajemnicy z sytuacji zakulisowej. Za pośrednictwem oficjalnego profilu na Facebooku, przekazała, że posiłkiem, który otrzymała w ramach cateringu dla wokalistów, była skromna zupa krem z dyni. Oznaczona naklejką "artysta", odbiegała od wyobrażeń o bogatym menu.
"Głodny Artysta, to Artysta zły - nie od dziś wiadomo. Na szczęście stołówka na turnusie była wczoraj czynna i o Artystów dbała, więc Pani Ewa zła nie była, tylko dobra, jak zawsze" - napisała z przymrużeniem oka.
Miejmy nadzieję, że drobna niedogodność nie popsuła humoru artystce, a w stołówce czekały na nią same obfite talerze z pysznościami.
Zobacz też:
Najnowsze doniesienia o Ewie Bem nie zostawiają złudzeń. Fani poruszeni
Smutna Ewa Bem przekazała poruszające wieści. Mówi wręcz o cudzie
Ewa Bem zdobyła się na poruszające wyznanie. "Ciężki, bardzo trudny rok"